Nr karty: 5775

Autor: Gaul August (1869-1921)

Tytuł: Orangutan

Data powstania: 1895

Wymiary: brak

Technika, materiał: brak

Właściciel w chwili utraty:  Wrocław - Schlesisches Museum der bildenden Künste (SMdbK) 

Wśród licznych pozycji znajdujących się w Katalogu strat wojennych znajduje się piętnaście dzieł autorstwa Profesora Augusta Gaula (1869-1921), niemieckiego rzeźbiarza, członka Berlińskiej Secesji i senatora pruskiej Akademii Sztuki.

Po Królewskiej Szkole Rysunku w Hanau, uczęszczał na kursy przy berlińskim Muzeum Rzemiosła Artystycznego, a następnie ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Berlinie. To właśnie autorstwa Augusta Gaula są słynne animalistyczne rzeźby znajdujące się w wielu niemieckich miastach, m in. Posąg niedźwiedzia w Starej Galerii Narodowej w Berlinie.

Najprawdopodobniej wpływ na jego twórczość miała edukacja u znanego malarza animalisty Paula Meyerheima podczas nauki w berlińskiej Akademii. August Gaul miał także często bywać w Muzeum Historii Naturalnej w Berlinie, a także w berlińskim zoo.

Prezentowana rzeźba ukazująca orangutana jest typowym dziełem dla twórczości Gaula. Powstała w 1895 r. Ukazywała zwierzę kroczące, jednak w formie dość statycznej, bez dynamiki i dramaturgii. Akcent realizmu został wprowadzony poprzez dokładne ukazanie faktury sierści zwierzęcia oraz dzięki wnikliwej analizie anatomii i zachowania orangutanów. Trwałym elementem rzeźby jest także okrągła postawa , na której zostało usytuowane zwierzę. Prawa tylna łapa oraz prawa przednia łapa widoczne na zachowany zdjęciu powodują, że obserwujący mogą mieć wrażenie ruchu orangutana. Widoczny na zdjęciu łeb ujęty profilowo skierowany jest ku dołowi, co także jest charakterystyczne dla ruchu tychże zwierząt.

Nie udało się ustalić okoliczności zaginięcia rzeźby Orangutana i nie jest także znane miejsce jego aktualnego przechowywania. Wiadomo jedynie, że w chwili utraty należał do zbiorów nieistniejącego dziś Schlesisches Museum der bildenden Künste czyli Śląskiego Muzeum Sztuk Pięknych we Wrocławiu funkcjonującego w latach 1880-1945 przy placu Muzealnym. Większość zbiorów muzeum podczas II wojny  światowej została złupiona lub zniszczona, a budynek muzeum został zbombardowany. Nieliczne zachowane dzieła znajdują się obecnie w Muzeum Narodowym w Warszawie oraz w Muzeum Narodowym we Wrocławiu.

Wśród piętnastu strat wojennych autorstwa Augusta Gaula, jedynie do trzech pozycji zachowały się fotografie. Poza prezentowanym orangutanem są to także  Dwa bobry na drewnianym pniu (nr 41800) oraz Kroczący baran (nr 41801). Losy tych dzieł pozostają nieznane.

oprac. Marianna Otmianowska

Nr karty: 1747

Autor: Simmler Józef (1823-1868)

Tytuł: Portret Heleny Eydziatowiczowej

Data powstania: ok.1860

Wymiary: brak

Technika, materiał: olej/płótno

Właściciel w chwili utraty:  kolekcja prywatna

 

W Katalogu strat wojennych prowadzonym przez Wydział Strat Wojennych Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego znajduje się 261 dzieł autorstwa Józefa Simmlera, z czego większość stanowią portrety często bardzo znanych osobistości takich jak na przykład Prezes Rady Lekarskiej w Królestwie Polskim Wiktor Kochański, gen. Wojsk Polskich w powstaniu listopadowym i działacz polityczny Jakub Lewiński czy słynny przemysłowiec Stanisław Lilpop.

Jednym z niezwykłych portretów w Katalogu start wojennych jest także Portret Heleny z Rembielińskich Eydziatowiczowej, słynnej  warszawskiej piękności. Ubrana w balową suknię z dużym dekoltem i koronkami delikatnie spływającymi na ramiona młoda kobieta, wręcz jeszcze nastoletnia dziewczyna została ukazana w pozie siedzącej skierowanej w swoją lewą stronę. Twarz ujęta w ¾ kieruje się w stronę widza. Smukłe palce lewej dłoni portretowana opiera najprawdopodobniej na notatniku czy pamiętniku, ponieważ w prawej dłoni spoczywającej na sukni trzyma pióro. Wyraz twarzy przedstawionej piękności należy określić jako melancholijny. Można się zastanawiać czy konwencja portretowa się nie zmieniała czy też pozująca Helena miały taki styl bycia, ponieważ na wykonanym w 1864 r. w Dreźnie zdjęciu jej spokojny wyraz twarzy i wzrok wpatrzony w horyzont jest praktycznie taki sam. Fotografia autorstwa Georga Christiana Hahna z kolekcji Janusza Przewłockiego należy do zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie, a znajdowała się pierwotnie w albumie założonym w latach sześćdziesiątych XIX w. przez Ludwikę Katarzynę Gerlicz (1847-1929). http://cyfrowe.mnw.art.pl/dmuseion/docmetadata?id=20193

 

Początkowo obraz stanowił własność portretowanej. W 1924 r. portret znajdował się w posiadaniu Róży Eydziatowicz. Około 1930 r. został zakupiony przez Stefana Kazimierza Spiessa, współwłaściciela zakładów chemicznych „Ludwik Spiess i Syn” oraz znanego melomana i mecenasa sztuki. Warto dodać, że Stefan Kazimierz Spiess był wnukiem Józefa Simmlera. Firmę odziedziczoną po ojcu Stefanie prowadził wraz z bratem Ludwikiem. Mimo, że skończył studnia na Wydziale Chemicznym w Liège, to największa jego pasją była sztuka. Jak sam mówił: "Byłem współwłaścicielem firmy chemicznej, ponieważ jednak prowadził ją mój brat, mogłem swobodnie oddawać się ulubionym studiom nad historią sztuki, uprawiać muzykę, a także słuchać jej w kraju i za granicą". W czasie drugiej wojny światowej Portet Heleny z Rembielińskich Eydziatowiczowej został złożony w magazynach „Fabryki Płodów Chemicznych Ludwik Spiess i Syn” przy ul. Daniłowiczowskiej w Warszawie. Prawdopodobnie spłonął w 1944 r. wraz z magazynami. Kopia portretu zachowała się w zbiorach prywatnych w Warszawie.

Józef Simmler (1823-1868) malował głównie obrazy religijne, historyczne i portrety. Malarstwa uczył się w Dreźnie i w Wiedniu. Od 1849 pracował  Warszawie. Wraz z Wojciechem Gersonem zabiegał o powołanie do życia Towarzystwa Sztuk Pięknych, a po otwarciu pozostawał jego członkiem do końca życia. Simmler malował i bliskich i bogate mieszczaństwo, a także wyższych urzędników carskich. Często były to obrazy dużego formatu ukazujące całą sylwetkę. Zawsze dbał o detale. W niezwykły sposób oddawał także charakter tkanin czy to w tle portretowanych czy też ich szat. Jednym z najważniejszych i najbardziej znanych dzieł Józefa Simmlera jest obraz Śmierć Barbary Radziwiłówny z 1860 r. znajdujący się w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie.

Cytat pochodzi z: Stefan Spiess, Wanda Bacewicz, Ze wspomnień melomana, Polskie Wydawnictwo Muzyczne Warszawa 1963, s. 11

Witold Pruszkowski (1846 – 1896), 1883

olej, płótno; 158 x 253 cm

nr w bazie strat wojennych: 29109


Witold Pruszkowski, nazywany spóźnionym romantykiem polskiego malarstwa, a jednocześnie prekursor nastrojowego symbolizmu w sztuce przełomu XIX i XX w., w swych pracach często poruszał barwne wiejskie życie czego dowodem jest obraz „Niedziela Zielna” znany tez pod tytułami „Niedziela kwietna” oraz „Procesja Matki Boskiej Zielnej”.

Przedstawia on scenę rodzajową z kościoła, mającą miejsce 15 sierpnia, czyli w corocznie obchodzone w kościele katolickim święto Matki Boskiej Zielnej związane z dziękowaniem za plony i będące jednocześnie składaniem darów z prośbą o urodzaj w następnym roku. Na obrazie grupa odświętnie ubranych, stłoczonych mieszkańców wsi trzyma w rękach naręcza kwiatów i ziół przygotowując się do obrzędowej procesji. Ukazane postaci najprawdopodobniej wpatrują się w stronę ołtarza. Artysta ukazał je z lewego profilu. Kilka tylko osób spogląda w naszą stronę. Zastanawiać może czy w ten sposób Pruszkowski chciał ukazać swoją więź z portretowanymi, czy może pragnął zwrócić uwagę na bogactwo ludzkich emocji.

Po raz pierwszy obraz został wystawiony w 1884 roku w Salonie Krywulta w Warszawie. Zakupiony w 1888 roku w TPSP w Krakowie przez Ludwika Michałowskiego, należał później do Ignacego Korwin Milewskiego, a następnie do Abe Gutnajera, by w 1935 roku stać się własnością Apolinarego Przybylskiego. W tym samym roku po raz ostatni był pokazywany publicznie - w Towarzystwie Zachęty Sztuk Pięknych na monograficznej ekspozycji „Wielka wystawa dzieł Witolda Pruszkowskiego”.

W lipcu 1944 roku właściciel obrazu, Apolinary Przybylski został usunięty ze swej willi na ulicy Katowickiej na Saskiej Kępie, lecz zbiory – w tym i obraz Pruszkowskiego – przewiózł wcześniej na lewą stronę Warszawy i ukrył w różnych miejscach. Po Powstaniu Warszawskim nie odnalazł ani jednego ze swoich obrazów – spłonęły, albo zostały rozkradzione przez Niemców lub szabrowników.

Dalszy los obrazu do dziś pozostaje nieznany. 

Nr karty: 55281

Autor: Malarz Brygos, Ateny

Tytuł: Ryton czerwonofigurowy w kształcie głowy barana

Data powstania: ok. 480 r. p. n. e.

Wymiary: wysokość 21 cm, średnica 11 cm

Technika, materiał: waza ceramiczna

Właściciel w chwili utraty:  Gołuchów - Zbiory Ordynacji Czartoryskich

Kiedy 18 marca 1899 roku Izabella z Czartoryskich Działyńska, wybitna kolekcjonerka umierała w Mentonie we Francji, być może nie przepuszczała jak kilkadziesiąt lat później zostanie zinterpretowana jej wola wyrażona we wstępie do Statutu Ordynacji Gołuchowskiej w 1893 r.:  „Życzeniem jest moim, aby te dzieła sztuki się nie rozproszyły i aby zbiór ten zachował się pełny i cały po wieczne czasy.” Pisząc te słowa miała na myśli zgromadzone w swoim renesanowsowym Zamku w Gołuchowie na Wielkopolsce niezwykłe zbiory dzieł sztuki z całego świata, w tym między innymi wazy antyczne, emalie limozyjskie czy naczynia liturgiczne. 

Już wiosną 1939 roku część zbiorów zostało przewiezionych z Gołuchowa do Warszawy i ukrytych w skrytce w piwnicy kamienicy należącej do ówczesnej zarządczyni kolekcji - księżnej Marii Ludwiki Czartoryskiej przy ul. Kredytowej 12. Wśród zamurowanych w piwnicy osiemnastu obitych blachą cynkową drewnianych skrzyń znajdowało się także antyczne naczynie do picia wina - ryton czerwonofigurowy w kształcie głowy barana malowane przez Malarza Brygosa z Aten pod koniec V w. p. n. e.

Ryton był wykonany z czerwono – żółtawej glinki. Sierść i nozdrza barana było koloru intensywnie czerwonego. Dekoracje malowana na szyjce ukazywał dwóch satyrów wokół śpiących, ubranych w chitony menad. Jedna z nich trzymała węża. Jeden z satyrów miał klęczeć obok śpiącej menady i z lewą dłonią uniesioną ku górze zwracać twarz frontalnie ku widzowi. Między rogami barana pod uchwytem i po jego bokach ukazany był Dionizos w chitonie i himationie. Jego głowa była przybrana wieńcem z bluszczu. Ukazany był z prawej strony ołtarza. Z lewej strony ołtarza można było zobaczyć postać grającego na aulosie satyra w skórze z pantery na ramionach i w wieńcu na głowie. W tle Malarz Brygos ukazał gałązki bluszczu i trudne do zidentyfikowania napisy. Po dziś dzień opisany wyżej ryton uznawany jest za zaginiony.

Podczas okupacji, Zamek w Gołuchowie nazwany Heimat-Museum podlegał poznańskiemu Keiser-Friedrich-Museum czyli obecnemu Muzeum Narodowemu w Poznaniu. W 1940 roku Niemcy zorientowali się, że w gołuchowskich zbiorach brakuje wielu cennych obiektów i ostatecznie w październiku 1941 r. odkryli miejsce ich przechowywania, którym była piwnica przy ul. Kredytowej 12. Szef muzeów dystryktu warszawskiego Alfred Schellenberg wezwał dyrektora Muzeum Narodowego w Warszawie, Stanisława Lorentza, który skontaktował się z księżną Marią Ludwiką Czartoryską. Niemcy planowali jak najszybciej przetransportować odkryte skarby do Rzeszy, ale dzięki staraniom Lorentza, który szukał sposobu aby oddalić to działanie w czasie udało się je pozyskać do Muzeum jako depozyt. Pod pozorem dokonywania spisów i działań konserwatorskich  gołuchowska kolekcja doczekała wybuchu Powstania Warszawskiego. Dzięki badaniom A. Woźniak Wieczorek udało się ustalić, że ukryte w Warszawie zbiory zostały rozbite na 4 grupy:

  1. dzieła zrabowane przez dra Wernera Kudlicha (dyrektora Muzeum w Opawie) od III do IV 1944 r.;
  2. dzieła zrabowane przez niemieckich okupantów podczas Powstania Warszawskiego;
  3. dzieła wywiezione do znajdującego się w Austrii zamku Fischorn w XI 1944 r.;
  4. dzieła, które pozostały w Muzeum Narodowym w Warszawie;

Część zbiorów powróciła wraz z Bohdanem Urbanowiczem z zamku Fischorn, część została odnaleziona w 1953 r. w piwnicach kurii krakowskiej i przekazana do Muzeum Narodowego w Warszawie. We wrześniu 1956 roku pod kierunkiem Stanisława Lorentza pojechała do Moskwy grupa badaczy, która doprowadziła do zwrócenia Polsce w 1958 r. gołuchowskich zbiorów według Rosjan odnalezionych przez nich w kopalni soli w Niemczech. Dzieła z gołuchowskiej kolekcji znajdują się obecnie w Muzeum Narodowym w Warszawie, w Muzeum Narodowym w Poznaniu, w Muzeum Narodowym w Krakowie, kilka obiektów znajduje się w USA. Losy jednak wielu niezwykle cennych obiektów z kolekcji Izabelli z Czartoryskich Działyńskiej nadal pozostają nieznane.

Opracowano w oparciu o A. Woźniak – Wieczorek, Problematyka restytucji na przykładzie rozproszenia kolekcji gołuchowskiej w: Santander Art and Culture Law Review, 1/2015, s. 249-262, film z serii Muzeum Utracone z roku 2014 - http://muzeumutracone.pl/filmy/2014-filmy/ oraz artykuł Gołuchów - historia stworzenia i rozproszenia kolekcji. Część 2 w: Cenne, bezcenne, utracone, nr 1-2/2003.

oprac. Marianna Otmianowska

Pieter Brueghel młodszy (1564-1638)

Olej na kredowym podkładzie, deska; 116 x 162 cm

Sygnatura: na wywieszce domu z lewej: P.Breughel 

Nr w bazie strat wojennych: 5471

Nr inwentarza w chwili utraty: MNK N.I. 75467

Zaginione w wyniku działań wojennych dzieła sztuki, zwłaszcza te szczególnie cenne wzbudzają często wiele emocji. Rolą badawczy pracujących przy śledzeniu losów obiektów jest skrupulatna, często z aptekarską precyzją prowadzona analiza poszukiwanych obiektów. Ciekawym przykładem może być praca wokół obrazu  Pietera Brueghla młodszego – „Walka karnawału z postem”, którego jedna z wersji zrabowana została w Polsce w czasie II wojny.

Kompozycja obrazu, oparta o zasadę kontrastu - przedstawiała tętniący życiem plac miejski, zapełniony postaciami, wśród których najważniejszymi były personifikacje postu i karnawału. To dzieło flamandzkiego mistrza – pełne alegorii i symboli - odnosiło się do ówczesnej nauki kościoła katolickiego, nakazującego ascezę, a jednocześnie rozdającego hojnie odpusty.

Ów obraz podarowany został Muzeum Narodowemu w Krakowie przez Stanisława hr. Ursyn Rusieckiego. Do wybuchu II wojny światowej można było go podziwiać w krakowskich Sukiennicach. Zarekwirowany został przez okupacyjne władze niemieckie 5 grudnia 1939 roku do dekoracji siedziby władz Dystryktu w Pałacu pod Baranami. Dzieło to miała osobiście wybrać żona gubernatora krakowskiego Otto van Wächtera - Charlotte, która następnie wywiozła obraz z Krakowa. O złodziejskiej działalności Pani Wächter i kradzieży omawianego dzieła Brueghla świadczy wyciąg z akt prokuratorskich sporządzony 16 stycznia 1946 roku w Krakowie, podpisany przez ówczesnego dyrektora Muzeum Narodowego w Krakowie profesora Feliksa Koperę. W MNK obraz posiadał numer inwentarzowy 75467.

Należy w tym miejscu podkreślić, że „Walka karnawału z postem” jest obrazem, który powstał nie w jednej wersji, ale – w kilku, a może nawet w kilkunastu. Jedna z nich już od kilku stuleci jest ozdobą kolekcji Kunsthistorisches Museum w Wiedniu. Warto zaznaczyć, że wiedeńska wersja obrazu w sposób widoczny gołym okiem różni się od tej zrabowanej w Polsce w czasie II wojny światowej – m.in. odmiennie zobrazowany został przez malarza szyld w lewej górnej partii obrazu. O tym, że obrazy z Krakowa i z Wiednia to dwie różne wersje „Walki karnawału z postem” - informują zachowane przedwojenne dokumenty z MNK, gdzie w karcie obrazu widnieje informacja, że jest to właśnie jedna z wersji obrazu z Wiednia.

Upewnia co do tego także Klaus Ertz, najwybitniejszy znawca twórczości autora obrazu, a zarazem światowy autorytet naukowy w tym zakresie, opisując obraz w monografii “Pieter Bruegel der Jüngere – Jan Brueghel der Ӓltere: Flämische Malerei um 1600 Tradition und Fortschritt”. Omawia w niej szczegółowo różnice między oryginalnym obrazem w wiedeńskim KHM, a wariantami pędzla Pietera Brueghla Młodszego. Obraz krakowski (nr kat. 184) jest tam jednoznacznie określony jako replika, i to kolejna replika – z repliki znajdującej się w Musées Royaux des Beaux-Arts w Brukseli (nr kat. 183) i z repliki z kolekcji prywatnej (nr kat. 186). Wariantem zaś repliki krakowskiej jest obraz odnotowany na aukcji w angielskim domu aukcyjnym Christie’s z 31.05.1989, nr 88 (nr kat. u K. Ertza 185). W literaturze naukowej zatem obraz zagrabiony z krakowskich Sukiennic podczas II wojny światowej był zawsze i jest nadal traktowany zdecydowanie jako replika (pośrednia) obrazu wiedeńskiego. Dalsze losy krakowskiego obiektu pozostają nieznane do dziś.

oprac. Marianna Otmianowska

 „Trójca Święta” z Kościoła Mariackiego w Gdańsku

tempera na desce dębowej; retabulum obrazowe 170 x 161 cm

nr w bazie strat wojennych: 49969

Zaginięcie obrazu Św. Trójcy uważane jest za najdotkliwszą stratę w całym zespole obrazów należących od XV wieku do Kościoła Mariackiego.

Miejsce przechowywania obrazu zostało ujawnione w 1999 roku w publikacji Irene Geismeier, w której wykazała, że obraz przechowywano do 1972 roku w siedzibie Konsystorza Ewangelickiego w Berlinie przy ul. Jebenstraße 1, a następnie 14 lutego 1972 roku został zdeponowany w Galerii Malarstwa Berlin-Dahlem (obecnie Gemäldegalerie na tzw. Kulturforum). Był nawet prezentowany w berlińskim Bode Museum.

Choć odnaleziony, ciągle do Polski nie wrócił.

Dzieło powstało jako fundacja elitarnego bractwa św. Jerzego dla kaplicy bractwa w Bazylice Mariackiej w Gdańsku, najpewniej w pierwszej ćwierci XVI wieku. Wykonał je prawdopodobnie artysta wykształcony w Niderlandach.

Główne przedstawienie tej nastawy ołtarzowej stanowi obraz Trójcy Świętej w wersji Pietas Domini. Bóg Ojciec stojący pośrodku obrazu w tiarze i ciemnobłękitnym płaszczu lamowanym ornamentalnym pasem podtrzymuje nagie ciało Chrystusa z krwawiącymi pięcioma ranami i stopami wspartymi na globie. Między głowami Ojca i Syna umieszczona została gołębica - symbol Ducha Świętego. W tle widoczna brokatowa żółto-brązowa kotara unoszona przez cztery anioły.
Predellę dekorowały trzy przedstawienia: Trójca Święta, w tym przypadku jako Tron Łaski, św. Jerzy oraz święty, identyfikowany jako św. Olaf.

Istnieją liczne źródła potwierdzające obecność omawianej nastawy ołtarzowej w tym miejscu aż do wybuchu II wojny światowej – m.in. lokalna prasa międzywojnia, a także dokumenty finansowe i sprawozdania dotyczące prac konserwatorskich w Kościele Mariackim przeprowadzonych w latach 30. ubiegłego wieku.

Losy retabulum w czasie wojny nie są znane. Wiadomo, że gdańscy konserwatorzy prof. Willi Drost (dyrektor Muzeum Miejskiego w Gdańsku, późniejszy konserwator zabytków Wolnego Miasta Gdańska) i Erich Volmar począwszy od 1942 roku rozpoczęli demontaż wyposażenia tamtejszych kościołów, a działaniom tym towarzyszyły prace inwentaryzacyjne. W latach 1942-44 zewidencjonowano 13 gdańskich świątyń, zaś zdemontowane elementy wystroju Kościoła Mariackiego przewieziono do składnic w Kartuzach, Hopowie, Mierzeszynie i Lublewie.

W zbiorach polskich zachowało się jedynie biało czarne zdjęcie oraz wiele przedwojennych dokumentów.

oprac. Marianna Otmianowska